Przejdź do głównej zawartości

Inwazja


Przyznaj się przed samym sobą, jak zachowujesz się w wigilię dnia, w którym drzwi sklepowe nie otworzą się przed tobą niczym Sezam.


Przedwigilijny czwartek, przedsylwestrowa sobota, czy piątek poprzedzający dzień Trzech Króli. To samo tyczy się kolejnych świąt oznaczonych kolorem czerwonym w kalendarzu.  Na ulicach chaos. W olbrzymich supermarketach toczą się walki o miejsca w stumetrowej kolejce sylwetek. Człowiek na człowieku. A człowiek człowiekowi wrogiem. Nic nie wiadomo o końcu świata, nawrocie epidemii cholery, czy wystrzeleniu rakiety batalistycznej przez Kim Dzong Una. Dlaczego więc przedstawiciele gatunku homo sapiens zachowują się pośród wciąż nowej dla polskiej społeczności, wszechogarniającej kultury zachodniej, jak walczący o przetrwanie neandertalczycy?

Stolica województwa czy małe miasteczko w niepozornym powiecie, w których żyją indywidualności, choć większość z nich z genem spożywczego zakupoholizmu. Najnowsza choroba cywilizacyjna XXI wieku. Kupujemy, kupujemy, kupujemy, ze wzmożoną aktywnością szczególnie przed okolicznościowym świętem, kiedy jedyny ruch w super, hiper, mega dużych marketach stanowią światła na fotokomórkę. Wszystko z obawy przed nieoczekiwanym brakiem. To mechanizm obronny, zaślepienie wciąż żywym obrazem widma komunizmu. Może zdajemy sobie z tego sprawę, a może i nie. Jedno jest pewne, wciąż kupujemy, kupujemy, kupujemy. By później nasze zasiłkowe bądź zarobione na ośmiogodzinnej zmianie pieniądze zutylizować pośród miliona produktów z naroślą, przedstawiającą nową, prymitywną formę życia.

Z nadzieją, że nasze życie stanie się lepsze, kiedy otwierając lodówkę, nie będziemy w stanie zobaczyć szklanych półek oddzielających zapchaną przestrzeń  dwumetrowego prostopadłościanu, kupujmy więc dalej…  

Daria Kałwa
dariakalwa@gmail.com

Popularne posty z tego bloga

Czy anime to tylko hentai?

„Azjo-zjeby”, „mango-zjeby” – tak laik często określa miłośników japońskiej popkultury, głównie komiksów. Mimo to zdobyły one ogromną rzeszę fanów w całej Europie, a więc również w Polsce. Osoby, które nigdy nie miały do czynienia z anime ani mangą, mogą je kojarzyć z pornografią. Jak jest naprawdę? Manga współcześnie oznacza japoński komiks, a anime jego adaptację w formie kilkunastu odcinków, filmu lub OVA, czyli miniserialu. Mangę drukuje się zazwyczaj na czarno-białym papierze i czyta się, ku zdziwieniu nowicjuszy, od prawej do lewej strony. Publikowana jest regularnie w magazynach, a jeśli autor zyska uznanie i komiks będzie pojawiał się przez dłuższy czas, zostanie wydany w formie tomików zwanych tankōbon (jap. „niezależnie pojawiająca się książka”). Zarówno mangę, jak i anime cechuje charakterystyczna kreska, postacie niekiedy rysowane są bardzo prosto i schematycznie, mają często ogromne oczy i długie włosy. Jednak trzeba przyznać, że nie można im odmówić urody. ...

„A kto nie wypije, tego we dwa kije”, czyli o kulturze picia alkoholu w Polsce

Okazji do picia alkoholu zawsze było, jest i będzie dużo. To nieodzowny element kultury służący dopełnieniu obrzędów religijnych, spajaniu więzi społecznych, rozładowaniu napięć, ale też zapomnieniu o trudnej rzeczywistości. Na przestrzeni wieków rola tego środka odurzającego zmieniała się w zależności od kontekstów, realiów i celów jego zastosowania. A jak ta sytuacja wyglądała w Polsce? Pierwszy opisany zwyczaj picia alkoholu na ziemiach, które dziś nazywamy Polską, ma miejsce jeszcze przed wprowadzeniem chrześcijaństwa przez Mieszka I. Anonim zwany Gallem przytacza historię Piasta, który podejmuje nieznanych sobie przybyszów beczułką „dobrze sfermentowanego piwa”. Był to trunek trzymany na postrzyżyny syna gospodarza, a mimo to pan domu postanowił ugościć nim podróżnych. Podczas poczęstunku dokonał się cud – tajemniczy mężczyźni rozmnożyli piwo, gdy go brakło, podobnie jak Jezus na uczcie w Kanie Galilejskiej cudownie dostarczył nowych zasobów wina, z tą różnicą, że przemi...

Jakże łatwo wpaść w hedonistyczny młyn

Dzisiejszy świat pędzi z dnia na dzień coraz bardziej, a my nie potrafimy zatrzymać tego procesu. Gonimy za realizacją coraz wyżej stawianych poprzeczek, chcąc spełnić swoje wymagania lub te, które zostały narzucone nam przez najbliższe otoczenie. Pniemy się po drabinie osiągnięć, która przecież nie ma końca. Czasem warto zadać sobie pytanie, ile to wszystko jest tak naprawdę warte? Praca zajmuje nam mnóstwo czasu. W końcu jest źródłem dochodu, ale także drogą do realizacji marzeń czy pogłębiania relacji międzyludzkich. Czy istnieje złoty środek, który pozwoli nam się w niej realizować, a jednocześnie nie zaniedbywać innych ważnych aspektów naszego życia? Znaczenie wykształcenia i pracy w życiu młodych dorosłych Zainteresowana tematem znaczenia pracy w życiu młodych mieszkańców naszego kraju przeprowadziłam ankietę dla ludzi w przedziale wiekowym 18–35 lat. Wzięło w niej udział 80 osób, z czego najchętniej wypełniali ją 20– oraz 21–latkowie (42,5%). Jeśli chodzi o wy...