Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2018

Później, czyli kiedy?

Kompletny brak motywacji do wykonania zaplanowanych działań i nieustanne odkładanie ich na jutro - brzmi znajomo? Dawniej takie postępowanie nazywane było po prostu lenistwem. Dziś coraz powszechniejsze jest określenie prokrastynacja , które na stałe weszło do naszego codziennego słownictwa i stało się zabawną wymówką od odwlekania zadań na później. Problem ten ma jednak swoje miejsce w psychologii i może być bardzo poważny w skutkach. Prokrastynacja w ostatnim czasie zyskała dużą popularność, głównie za sprawą internetowych memów. Ich prześmiewczy charakter powoduje, że utożsamiana jest z lenistwem, podczas gdy problem ten jest bardziej złożony. Prokrastynator odkłada swoje plany i projekty na później ze świadomością konsekwencji, które to ze sobą niesie i odczuwa z tego powodu olbrzymi stres. D ziałając w ten sposób może doprowadzić nie tylko do obniżenia efektywności w pracy i nauce, ale również do chorób, takich jak nerwica czy depresja. Różnica między prokrastynacj

Tęczowe duchy gór

Ludzie uwielbiają tajemnice i teorie spiskowe. Nic dziwnego, że miłośnicy górskich wędrówek także szaleją na punkcie dziwnych zjawisk, które można obserwować na szlakach. Jednym z nich jest widmo Brockenu. Osobliwe mamidło dla jednych jest budzącym grozę duchem, dla innych wyjątkowym, ale niegroźnym zjawiskiem optycznym. Zeszłej zimy wybrałam się wraz z grupą przyjaciół na wyprawę w Tatry. Pogoda była wprost idealna, dlatego zdecydowaliśmy się na wyjazd kolejką górską na Kasprowy Wierch, z którego maszerowaliśmy szczytami ku Kopie Kondrackiej. Słoneczna aura i prawie bezchmurne niebo nad nami pozwalały podziwiać niesamowite krajobrazy. Z zachwytu wyrwało nas dopiero osobliwe zjawisko, które jako pierwsza dostrzegła prowadząca grupę przyjaciółka. „Zobaczcie… Ale dziwne…” – powiedziała, wskazując na morze chmur poniżej naszych stóp i widniejącą na nim tajemniczą postać otoczoną tęczową aureolą. Po chwili konsternacji doszło do nas, że zobaczyliśmy widmo Brockenu, które, jeśli w

Strzeż się Utopka! O śląskich mitach i przesądach.

Czarny kot codziennie przebiega mi drogę (głównie po to, żebym dała mu jeść), lusterko stłukłam niejednokrotnie, bo jestem niezdarą, a pod drabiną, chcąc nie chcąc, zdarza mi się przejść. Myślałam, że ze znajomości przesądów i wierzeń mogłabym zdać egzamin na piątkę, ale będąc w Wiśle zobaczyłam drewniane rzeźby postaci z legend śląskich i ze smutkiem stwierdziłam, że mam straszne braki. To wszystko skłoniło mnie do tego, by poszukać głębiej i poznać jak najwięcej guseł i przesądów, skupiając się nie na tym, co wszystkim znane, czyli owym czarnym kocie, a na tym, co powstało u nas, na Śląsku. Driada - rzeźba autorstwa Anny Urbaniak Regionalne zabobony, podobnie jak niegdyś mity u Greków czy Rzymian, to nic innego jak opowieści tworzone przez lud by wytłumaczyć otaczający   świat. Trzeba przyznać, że człowiek to cudowna istota o niesamowitym umyśle – o ileż prostsze byłoby przecież „naukowe” wyjaśnienie zjawisk, niż tworzenie do nich specjalnej legendy, postaci wraz ze wszy

Dlaczego świetliki tak szybko umierają?

3 minuty – tyle było mi potrzebne, by zakochać się w tym filmie. Chodzi tutaj o Grobowiec świetlików , pełnometrażową, animowaną produkcję wojenną z gatunku anime japońskiego studia Ghibli, która swoją premierę miała 16 kwietnia 1988 roku. W tym samym dniu do kin wyszedł Mój sąsiad Totoro – jedna z najsłynniejszych realizacji tego studia filmowego. Miał on być pocieszeniem po załamującym Grobowcu . Autorem scenariusza oraz reżyserem jest Isao Takahata. Film powstał w oparciu o opowiadanie Akiyukiego Nosaki Grób świetlików , zawierające jego wspomnienia z czasów II wojny światowej. Stracił on wtedy swoją młodszą siostrę, która zmarła z niedożywienia. Obwiniając się o jej śmierć, przelał swoje bolesne myśli na papier. W Polsce Grób świetlików dostępny jest w wersji zbioru wojennych historii: Tydzień świętego mozołu: opowiadania japońskie 1945-1975 . Okrutna rzeczywistość Akcja rozgrywa się w ostatnich miesiącach II wojny światowej w Japonii. Główne role odgrywa rodzeńst

Jak uporządkować chaos życia?

Czy jesteś osobą, która w nowym roku powiedziała z pełną powagą zdanie „nowy rok, nowa ja”? Czy obiecałeś/obiecałaś sobie, że od stycznia regularnie będziesz chodzić na siłownię? Ograniczysz słodycze? Znajdziesz nową pracę? Będziesz uczyć się systematycznie? Zaczniesz czytać więcej książek? Bardziej zjednoczysz się z naturą? Czy potrafisz wytrwać w swoich postanowieniach chociaż jeden miesiąc? Jeżeli nie, to świetnie się składa bo z pomocą idzie Ci „Wielki ogarniacz życia”. „Wielki ogarniacz życia, czyli jak być szczęśliwym nie robiąc niczego” to książka autorstwa Pani Bukowej – blogerki, którą śmiało można mianować polską Bridget Jones. Jej facebook’owy fanpage obserwuje już 431 tys. Internautów. Sama mówi osobie, że „bardzo lubi jedzenie i internety. I wino. I leżeć sobie”. Autorka książki stwierdziła, że najwyższy czas uporządkować chaos swojego życia, a efektami dzieli się z czytelnikiem w swoim pamiętniku. Znaleźć w nim można drogocenne porady jak zacząć ćwiczyć, jak p

Nomen omen?

Trudno się czasami nie roześmiać (albo nie zachwycić), gdy słyszymy różne nazwiska znajomych. Na pewno nie odmówilibyśmy oryginalności i fantazyjności wielu z nich. Ale… co one tak właściwie znaczą i, co równie ważne, skąd się wzięły? Spójrzmy na to zagadnienie z perspektywy historycznej – na początku nazwisko funkcjonowało jako przezwisko, nadanie, przydomek, natomiast obecne rozumienie pojawia się dopiero w XX w. Ponadto wiele ich znaczeń zmieniło się na przełomie wieków, więc tak naprawdę nasze nazwiska mogą nie być tym, za co je uważamy . Jednak przejdźmy do praktyki – kierując się powyższymi wskazówkami, chciałabym przeanalizować kilka wybranych, interesujących mnie przykładów. Imię i… imię? Pierwsza grupa charakteryzuje się pochodzeniem od nazw osobowych. Przykładowo Oleksy wywodzi się od greckiej formy imienia Aleksy, znaczącego bronię, strzegę , który przerodził się w łacińską formę Alexius ; w staroruskim występowały formy takie jak: Aleksej, Oleksej , a kolej

Baletnica nie jest tak idealna, jak ją Degas malował

Baletnica wchodzi na scenę lekkim krokiem, w pełnym entourage’u : wielkiej, sterczącej spódniczce, dodatkowo zachwycając widownie lekkością, perfekcją i gracją. Jej profesja wydaje nam się wtedy banalna. Co my o tym zawodzie tak naprawdę wiemy? Ile prawdy mówią filmy? Czy każda z nich jest anorektyczką bez skrupułów? To jest jedna z tych profesji, o których krążą wielkie mity. Gloryfikujemy role baletnicy i jej codzienność, choć z reguły jest tak samo szara jak nasza. Jedynym dodatkiem do przeciętności jest pasja, bez której w tym zawodzie nikt latami nie katowałby się fizycznie i psychicznie. „Znów stoisz jak samowar! Niedługo ciężary podnosić będziesz! No tępota do granic!”. Tak krzyczała na swoje uczennice nauczycielka baletu w filmie Kieślowskiego Siedem kobiet w różnym wieku. W żadnej produkcji o balecie bądź z baletem w tle takie zachowanie nie bulwersuje widza. No właśnie, bo uważa on ten zawód za prestiżowy, a przecież dla takiego wyróżnienia można wiele poświęci

Czech o polskim sercu

Ile razy nabijaliście się z tego, że język czeski jest zabawny? Nie jestem hipokrytką i wyznam Wam, że sama to robiłam, ale przestałam w momencie, kiedy poznałam najwybitniejszego barda urodzonego za naszą południową granicą. Jarom í r Nohavica to najbardziej rozpoznawalny czeski artysta w Polsce. I nie jest to sympatia jednostronna, bo Jarek (jak mówią o nim polscy przyjaciele) również kocha nasz kraj, a sam mówi: „Jestem dumny Czech, ale bez Polaków, bez Polski, bez polskich sąsiadów – nie byłbym cały”. Przeszłość inspiruje 17 listopada 2017 roku miała premierę jego najnowsza płyta pt.: Poruba . Jest ona wyjątkowa z trzech powodów. Po pierwsze, jej tytuł odnosi się do dzielnicy Ostrawy, w której wychowywał się artysta, co w większości rzutuje na teksty piosenek – w dużej mierze są one bardzo wspominkowe, czasami dziecięce, ale i poważne. Po drugie, w kontekście tej sympatii polsko-czeskiej, wśród trzynastu premierowych utworów pojawia się jeden w całości po polsku i

Żadna historia się nie powtarza. Recenzja książki Zygmunta Miłoszewskiego Jak zawsze

8 listopada 2017 roku miała premierę książka Zygmunta Miłoszewskiego Jak zawsze . Wydarzenie warte uwagi, dzieło, które trzeba , a na pewno powinien je mieć każdy wielbiciel powieści kryminalnych Miłoszewskiego – teraz autor pokazuje nam swoje nowe oblicze, rezygnuje ze znanych nam wątków. Zaskakuje rodzajem dzieła – „komedia ironiczno-romantyczna”, czytamy w zapowiedziach. Czy autor udźwignął ten rodzaj prozy? Czy nadal zaskakuje? Czytelnicy, którzy zetknęli się z wcześniejszymi dziełami Miłoszewskiego na pewno poczuli niepewność – kryminały, a teraz komedia? Horror, a teraz komedia i to w dodatku ironiczno-romantyczna? Coś się nie zgadza. Okładka książki budzi mieszane uczucia – wydaje się być banalna, jakby zapowiadała klasyczny romans – kobieta w gorsecie, sukience, eksponująca swoje wdzięki. Przewidywalne, a do tego pasuje do tematyki dzieła. To początkowo zniechęca, jednak uwagę przyciąga znane nazwisko– Miłoszewski i dekolt na okładce? To musi być zaskakujące. Na pier