Przejdź do głównej zawartości

London Bridge is falling down

 Londyn stanowi jedno z największych centrów turystycznych na świecie. Rocznie odwiedzany jest przez ponad dwadzieścia milionów ludzi. Zabytkowa wieża Big Ben czy diabelski młyn widokowy London Eye to elementy, które nieodzownie od pokoleń kojarzą się z angielską monarchią, tak samo, jak Wielki Kanion budzi pierwsze skojarzenie ze stanem Arizona

w Stanach Zjednoczonych. Jednak nie każdy angielski zabytek uchował się na tyle dobrze,

by mógł nosić miano symbolu narodowego. Tak właśnie było w przypadku London Bridge – mostu, który stopniowo osiadając na dnie Tamizy, został kupiony i przetransportowany kamień po kamieniu do Arizony, wraz z całą swoją niezwykłą historią.

 

W 1958 roku w Stanach Zjednoczonych biznesmen i przedsiębiorca Robert P. McCulloch wykupił trzy i pół tysiąca akrów ziemi ciągnącej się nad wschodnim brzegiem jeziora Havasu. W 1964 roku, wraz ze współpracownikiem Corneliusem V. Woodem Jr., założył tam miasto. Obaj bardzo pragnęli, by zaistniało ono na mapach Ameryki, jednak przez dłuższy czas nie mieli pomysłu na przyciągnięcie turystów. Zmieniło się to, gdy Robert P. McCulloch wpadł na szalony pomysł

i korzystając z okazji, zakupił od Brytyjczyków stary, wiktoriański most. Pomysłowi sprzyjały niewyobrażalne sumy pieniędzy, którymi dysponowali, i niewiarygodna determinacja, by Lake Havasu City było znane w całych Stanach.

Dobrego złe początki

Choć pomysł uatrakcyjnienia świeżo wniesionego miasta historycznym mostem wydawał się nie mieć żadnych wad (a przynajmniej według pomysłodawcy), a sam McCulloch z jakiegoś powodu widział w moście coś na kształt kury znoszącej złote jaja, okazało się to trochę trudniejsze, niż się spodziewał. Zakup mostu, choć z pewnością dokładnie przemyślany i skonsultowany ze wspólnikiem, miał poważną dziurę w logice – Lake Havasu City było skrawkiem pustyni, przez który nie przepływała żadna rzeka.

Dopiero przy rekonstrukcji London Bridge, gdy inżynierowie na nowo budowali most z jego przetransportowanych części, przy okazji wykopano pod nim sztuczny kanał, aby bezsensownie nie łączył ze sobą jedynie piaszczystych równin. Tak właśnie most połączył dwa brzegi sztucznego kanału.

Most w środku jest pusty, by jego waga połączona z ciężarem przejeżdżających po nim samochodów nie obciążała dodatkowo szkieletu i żeby tym samym nie osiadł. Sam stalowy szkielet nie został zbudowany z granitowych bloków, a jedynie pokryto go granitem, co pozwoliło zmniejszyć wagę konstrukcji ze 130 tysięcy ton do „zaledwie” 30 tysięcy. Wszystkie przewiezione z Londynu kamienie zostały podpisane numerami, które do dziś można dostrzec, przepływając pod mostem, jeśli jest się dostatecznie spostrzegawczym.

 

„Most londyński wali się”

Słynny London Bridge był odnawiany i budowany na nowo już wiele razy z różnych powodów: czasem potrzebne było zwyczajne odrestaurowanie, czasem przebudowanie z duchem czasu

i w myśl zasad bezpieczeństwa. Spopularyzowało to (szczególnie wśród dzieci) piosenkę-rymowankę, której powtarzający się tekst „London Bridge is falling down” odnosi się właśnie do tego. Piosenka, którą spisano w 1744 roku, okazała się wyjątkowo trafna, gdy w latach 60. XX wieku coraz więcej rodzin dysponowało samochodem, a London Bridge z czasem coraz gorzej znosił takie obciążenie. W efekcie zaczął zapadać się na dno Tamizy. Władze miasta nie chciały wyburzać zabytku, więc wystawiono most na sprzedaż, a na ofertę odpowiedział właśnie McCulloch i wykupił most za prawie dwa i pół miliona dolarów. Za samo dostarczenie go do Arizony przez Kalifornię i Kanał Panamski zapłacił prawie siedem milionów dolarów. Prace trwały prawie trzy lata i oficjalnie London Bridge został otwarty w 1971 roku.

Cienie historii

Powszechnie w USA wierzy się, że tereny zamieszkałe niegdyś przez plemiona indiańskie, które zajęli Amerykanie, wypędzając tubylców, są przeklęte lub nawiedzone przez niespokojne dusze ich rdzennych mieszkańców. Nie inaczej jest w przypadku Lake Havasu City, które zostało stworzone na ziemiach należących do plemion Havasupai.

Turyści i wierzący w zjawiska paranormalne mieszkańcy niejednokrotnie zgłaszali zdarzenia trudne do logicznego wytłumaczenia. Wiele ludzi straciło życie w samobójczym skoku z London Bridge, co także pobudza wyobraźnie „poszukiwaczy duchów”. Niektórzy świadkowie twierdzą nawet, że do skoku zmusza przechodniów duch płaczącej kobiety przechadzający się po moście późno

w nocy. Wielu utrzymuje także, że widzieli patrolującego most policjanta ubranego w wiktoriański mundur. Poszukiwacze mocnych wrażeń, amatorzy oraz popularne w Ameryce grupy łowców zjawisk paranormalnych niejednokrotnie prowadząc śledztwo na London Bridge, utrzymywali, że w środku nocy z pustego wnętrza konstrukcji dobiega dziecięcy płacz. Nie brakuje także teorii, że wraz z londyńskim mostem do Arizony przeniósł się duch samego Kuby Rozpruwacza.

Z perspektywy wiary w zabobony trudno byłoby się temu dziwić, zważywszy na to, ile historii wraz z mostem zostało przeniesionych do Ameryki oraz na to, że lampy w stylu vintage oświetlające most zostały odlane z przetopionych dział, które kiedyś służyły armii Napoleona.

Nic dziwnego zatem, że na początku tego roku sławnym mostem zainteresował się Zak Bagans, główny prowadzący programu emitowanego na Travel Channel – „Ghost Adventures”.

 

Druga duma Arizony

Lake Havasu City to druga co do wielkości atrakcja całego stanu i jest znana na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Szczególnie latem, gdy turyści mają okazję przepłynąć kanał łódką czy kajakiem, wybrać się na ryby lub zwyczajnie popływać. Zimą zainteresowanie wcale nie słabnie, bo wówczas kanał zmienia się w ślizgawkę. W okresie świąt dziękczynienia Lake Havasu City organizuje coroczny Festiwal Świateł, podczas którego przyozdobione światełkami łódki przepływają pod mostem.

 

Z całą pewnością można powiedzieć, że McCulloch i Wood Jr. dopięli swego. Choć McCulloch zmarł niecałe sześć lat później, bez wątpienia spełnił swoje największe marzenie. Lake Havasu City i London Bridge stanowią dziś jeden z największych ośrodków turystycznych całego stanu i tak jak założyciel sobie wymarzył, miasto zaistniało na mapie i po dziś dzień przynosi ogromne zyski. Rocznie Lake Havasu City odwiedza ponad milion osób.

 

Katarzyna Kubacka-Dudek

k.kubacka.dudek@gmail.com

 

Źródła:

1.Z. Bagans: Ghost Adventures, season 20 episode 10;

2.The American Southwest. (www.americansouthwest.net).

Popularne posty z tego bloga

Czy anime to tylko hentai?

„Azjo-zjeby”, „mango-zjeby” – tak laik często określa miłośników japońskiej popkultury, głównie komiksów. Mimo to zdobyły one ogromną rzeszę fanów w całej Europie, a więc również w Polsce. Osoby, które nigdy nie miały do czynienia z anime ani mangą, mogą je kojarzyć z pornografią. Jak jest naprawdę? Manga współcześnie oznacza japoński komiks, a anime jego adaptację w formie kilkunastu odcinków, filmu lub OVA, czyli miniserialu. Mangę drukuje się zazwyczaj na czarno-białym papierze i czyta się, ku zdziwieniu nowicjuszy, od prawej do lewej strony. Publikowana jest regularnie w magazynach, a jeśli autor zyska uznanie i komiks będzie pojawiał się przez dłuższy czas, zostanie wydany w formie tomików zwanych tankōbon (jap. „niezależnie pojawiająca się książka”). Zarówno mangę, jak i anime cechuje charakterystyczna kreska, postacie niekiedy rysowane są bardzo prosto i schematycznie, mają często ogromne oczy i długie włosy. Jednak trzeba przyznać, że nie można im odmówić urody. ...

„A kto nie wypije, tego we dwa kije”, czyli o kulturze picia alkoholu w Polsce

Okazji do picia alkoholu zawsze było, jest i będzie dużo. To nieodzowny element kultury służący dopełnieniu obrzędów religijnych, spajaniu więzi społecznych, rozładowaniu napięć, ale też zapomnieniu o trudnej rzeczywistości. Na przestrzeni wieków rola tego środka odurzającego zmieniała się w zależności od kontekstów, realiów i celów jego zastosowania. A jak ta sytuacja wyglądała w Polsce? Pierwszy opisany zwyczaj picia alkoholu na ziemiach, które dziś nazywamy Polską, ma miejsce jeszcze przed wprowadzeniem chrześcijaństwa przez Mieszka I. Anonim zwany Gallem przytacza historię Piasta, który podejmuje nieznanych sobie przybyszów beczułką „dobrze sfermentowanego piwa”. Był to trunek trzymany na postrzyżyny syna gospodarza, a mimo to pan domu postanowił ugościć nim podróżnych. Podczas poczęstunku dokonał się cud – tajemniczy mężczyźni rozmnożyli piwo, gdy go brakło, podobnie jak Jezus na uczcie w Kanie Galilejskiej cudownie dostarczył nowych zasobów wina, z tą różnicą, że przemi...

Kim jest gejsza? Odkryj tę niezwykłą tradycję Japonii!

Paniami do towarzystwa, artystkami czy może tancerkami? Kim właściwie są kobiety o białej twarzy, w fikuśnym kimonie, na wysokich japonkach? Tradycje związane z gejszami w Japonii wciąż są tajemnicze, ale i fascynujące. Czym tak naprawdę zajmują się gejsze? Samo słowo gejsza jest pomocne w próbie wyjaśnienia, kim są kobiety wykonujące ten właśnie zawód. Gei po japońsku oznacza sztukę, Sza osobę. Gejsza to ktoś tworzący sztukę, czyli artysta, w tym przypadku artystka, bo gejszami mogą zostać wyłącznie kobiety. W okolicach Kioto na gejszę mówi się geiko , gdzie ko oznacza kobietę. Zanim kobieta zostanie gejszą (lub geiko ), jest maiko (w Tokio hangyoku ). Maiko są kandydatkami na gejszę, przechodzą restrykcyjne, wieloletnie szkolenie (4-5 lat). Dom, w którym mieszkają gejsze razem z maiko, nosi nazwę okyia . Jest to równocześnie swego rodzaju agencja, która prowadzi ich karierę, wysyła je na zlecenia. Nawet jeśli gejsze zamieszkają już same, poza okyia , wciąż muszą być zarejest...