Przejdź do głównej zawartości

Pamiętacie Clash Royale?


 Pamiętacie Clash Royale? 

    Tak, tą grę od Supercell’a, twórców Clash of Clans, Brawl Stars, Hay Day i innych znanych gier. Globalny launch miał miejsce na początku 2016 i gra była ogromnym sukcesem, stając się gigantem w sferze gier mobilnych, zaraz obok Clash of Clans. Ja sam grałem od 2017 i gra faktycznie mi się podobała. 

    Na pewno większość z was ma wspomnienia związane choć trochę z tą grą. Ci, którzy jakimś cudem nigdy o niej nie słyszeli, tu macie krótkie wyjaśnienie. Gra polega na walce dwóch graczy przeciwko sobie, używając talii po 8 kart, które można stawiać w formie jednostek na arenie. Samych kart w grze jest już ponad 100, więc jest naprawdę dużo opcji do wyboru. Każda karta ma swój koszt, a walutą jest tu „elixir”. Elixir generuje się cały czas podczas meczu i maksymalnie można trzymać w gotowości 10 elixir’u. Same karty można było ulepszać na wyższe poziomy poprzez otwieranie skrzynek (które dostawało się za granie, albo w inne sposoby o których później). Prosty zamysł. Gra była równie prosta do podłapania i szczerze mówiąc, wszyscy byli w nią lekko gówniani w te pierwsze 2 lata. Developerzy szybko zaczęli urozmaicać grę poprzez dodawanie nowych kart, trybów gry, pojawiły się Questy za które dostawało się nagrody, dodali tryb „2v2” i można było grać w duecie. Wszystko było super… i wtedy Supercell zaczął wypuszczać karty w nieco za bardzo podkręconej formie. Night Witch to pierwsza karta, która przychodzi mi do głowy. Przez prawie dwa miesiące gra była ledwo grywalna, wiecznie widziało się to samo 8 kart i jeżeli też się ich nie używało, to się nie wygrywało. Dla graczy był to duży problem i jeszcze tego nie wiedzieliśmy, ale był to taki mały foreshadowing tego, co miało się stać za parę lat. 

    Supercell stwierdził, że system Clan Wars, który każdy rozumiał i był do niego przyzwyczajony, był zbyt prosty. Clany same w sobie były na początku grupkami dla graczy i niczym więcej, ale Clan Wars pozwalało na wspólne zdobywanie nagród dla wszystkich. Zapowiedzieli więc „Clan Wars II Update”. Tak zwany Clan Wars II Incydent miał miejsce w 2020, a przynajmniej wtedy powstał jego fundament. Poprzedni update był jeszcze we wrześniu 2019, więc coś dużego było tuż za rogiem. Supercell nawet dał nam teaser tego nowego, gigantycznego updatu… i wtedy pandemia. Na całe szczęście, powołując się na posty community managerów, pandemia za bardzo na nich nie wpłynęła. Ale był to już 3 miesiąc teasowania updatu. Nigdy tak jeszcze nie było. Nawet nie wiedzieliśmy co to dokładnie będzie! Zawsze dostawaliśmy coś na lato, ale nie w 2020. Developerzy dawali jedynie ogólnikowe odpowiedzi, bez użytecznych informacji… przynajmniej do lipca. Wtedy dowiedzieliśmy się, że tak, to właśnie CLAN WARS 2.0. Powiedzieli nawet, że już w sierpniu! I czekaliśmy… czekaliśmy… i w końcu dostaliśmy informacje, że update będzie 31.08. Usunęli też Questy. Community nie było zadowolone. A jak wyszedł update? No nie wyszedł. Błędy, crashe, exploity. Tylko duże Clany miały przewagę, bo mogły grać więcej razy, nie było limitu poziomów kart, więc matchmaking był skrajnie niezbalansowany i wiele, wiele, wiele innych problemów. Spytajcie kogoś, kto w to wtedy grał. 

    Clan Wars II było największym foreshadowingiem w historii tej gry. Bardziej aktualne przykłady to: „Update for Losers”, dodanie herosów, coraz agresywniejsza monetyzacja gry, niezbalansowane ewolucje kart. Aż smutno mi się robi, widząc, co zostało z gry, która kiedyś była tak przyjemna. Nie chciałem pisać długiego, dokładnego tekstu, bo już się poddałem. Clash Royale to dla mnie martwa gra. Developerzy uciszają twórców i esportowców którzy krytykują grę i nie widzę wyjścia z tej dziury. Chciwość zabiła giganta. 

    Free Chest 2016-2020 (*) kto wie ten wie.

Popularne posty z tego bloga

Czy anime to tylko hentai?

„Azjo-zjeby”, „mango-zjeby” – tak laik często określa miłośników japońskiej popkultury, głównie komiksów. Mimo to zdobyły one ogromną rzeszę fanów w całej Europie, a więc również w Polsce. Osoby, które nigdy nie miały do czynienia z anime ani mangą, mogą je kojarzyć z pornografią. Jak jest naprawdę? Manga współcześnie oznacza japoński komiks, a anime jego adaptację w formie kilkunastu odcinków, filmu lub OVA, czyli miniserialu. Mangę drukuje się zazwyczaj na czarno-białym papierze i czyta się, ku zdziwieniu nowicjuszy, od prawej do lewej strony. Publikowana jest regularnie w magazynach, a jeśli autor zyska uznanie i komiks będzie pojawiał się przez dłuższy czas, zostanie wydany w formie tomików zwanych tankōbon (jap. „niezależnie pojawiająca się książka”). Zarówno mangę, jak i anime cechuje charakterystyczna kreska, postacie niekiedy rysowane są bardzo prosto i schematycznie, mają często ogromne oczy i długie włosy. Jednak trzeba przyznać, że nie można im odmówić urody. ...

„A kto nie wypije, tego we dwa kije”, czyli o kulturze picia alkoholu w Polsce

Okazji do picia alkoholu zawsze było, jest i będzie dużo. To nieodzowny element kultury służący dopełnieniu obrzędów religijnych, spajaniu więzi społecznych, rozładowaniu napięć, ale też zapomnieniu o trudnej rzeczywistości. Na przestrzeni wieków rola tego środka odurzającego zmieniała się w zależności od kontekstów, realiów i celów jego zastosowania. A jak ta sytuacja wyglądała w Polsce? Pierwszy opisany zwyczaj picia alkoholu na ziemiach, które dziś nazywamy Polską, ma miejsce jeszcze przed wprowadzeniem chrześcijaństwa przez Mieszka I. Anonim zwany Gallem przytacza historię Piasta, który podejmuje nieznanych sobie przybyszów beczułką „dobrze sfermentowanego piwa”. Był to trunek trzymany na postrzyżyny syna gospodarza, a mimo to pan domu postanowił ugościć nim podróżnych. Podczas poczęstunku dokonał się cud – tajemniczy mężczyźni rozmnożyli piwo, gdy go brakło, podobnie jak Jezus na uczcie w Kanie Galilejskiej cudownie dostarczył nowych zasobów wina, z tą różnicą, że przemi...

Jakże łatwo wpaść w hedonistyczny młyn

Dzisiejszy świat pędzi z dnia na dzień coraz bardziej, a my nie potrafimy zatrzymać tego procesu. Gonimy za realizacją coraz wyżej stawianych poprzeczek, chcąc spełnić swoje wymagania lub te, które zostały narzucone nam przez najbliższe otoczenie. Pniemy się po drabinie osiągnięć, która przecież nie ma końca. Czasem warto zadać sobie pytanie, ile to wszystko jest tak naprawdę warte? Praca zajmuje nam mnóstwo czasu. W końcu jest źródłem dochodu, ale także drogą do realizacji marzeń czy pogłębiania relacji międzyludzkich. Czy istnieje złoty środek, który pozwoli nam się w niej realizować, a jednocześnie nie zaniedbywać innych ważnych aspektów naszego życia? Znaczenie wykształcenia i pracy w życiu młodych dorosłych Zainteresowana tematem znaczenia pracy w życiu młodych mieszkańców naszego kraju przeprowadziłam ankietę dla ludzi w przedziale wiekowym 18–35 lat. Wzięło w niej udział 80 osób, z czego najchętniej wypełniali ją 20– oraz 21–latkowie (42,5%). Jeśli chodzi o wy...