Gdyby rok temu ktoś życzył mi „normalności” , popukałabym się w czoło. Normalność była przecież nudna i szara. Dziś natomiast jest czymś, za czym tęskni prawie każdy z nas. Kiedyś to było… Nienawidziłam porannego budzika. Dopiero się położyłam, a znowu trzeba było wstawać na studia, wymyślić, w co się ubrać, pomalować się z prędkością światła i jeszcze szybciej biec na autobus. Kanapki dojadałam w akompaniamencie disco-polo lecącego z kabiny kierowcy. Komunikacja miejska regularnie dostarczała wrażeń w postaci „zdążę na zajęcia czy dostanę nieobecność?”. Zazwyczaj udawało się dotrzeć na czas. Potem ćwiczenia, wykłady, przerwy, okienka. Czas niby się dłużył, a tak naprawdę pędził jak szalony. Długie godziny spędzone z przyjaciółmi na narzekaniu, jak to jest źle, jak się jest niewyspanym, i w ogóle „ten wykład to taki nudny był”. Potem czekanie na jak zwykle spóźniony autobus i powrót do domu zapchaną komunikacją miejską, w złym nastroju, bo zabrakło miejsca siedzącego. Nauka do późna, ...